Stefan
Kalisiewicz, jeden z partyzantów ,,Zapory’’ z czasów okupacji niemieckiej wspominał,
że już po ,,wyzwoleniu’’ Lublina ,,Zapora’’ kazał mu jechać do swojej rodziny w
Tarnobrzegu. Tam najprawdopodobniej 11 listopada 1944 roku został aresztowany
przez NKWD i osadzony w prowizorycznym, składającym się z ziemianek, obozie
NKWD w Borku niedaleko Klimontowa. Został skazany przez Trybunał Więzienny
Armii Czerwonej i przewieziony do więzienia PUBP w Tarnobrzegu, gdzie oczekiwał
wraz z partią więźniów na wywiezienie do ZSRR. W pierwszych dniach 1945 roku
udało mu się oswobodzić z więzienia i wrócić na Lubelszczyznę gdzie dołączył do
nowo organizowanego oddziału ,,Zapory’’[1]
To co spotkało Stefana Kalisiewicza to tylko jeden z tysięcy przykładów losów partyzantów, którzy w czasie okupacji walczyli z Niemcami (sam Kalisiewicz był w ZWZ od początku 1940 roku – do partyzantki poszedł w 1944; jako członek patrolu ,,Kordiana’’ brał udział m.in. w bitwie pod Krężnicą Okrągłą największą bitwą jakie oddziały ,,Zapory’’ stoczyły z Niemcami) a po wojnie zamiast rozpocząć normalne życie czekało ich trudne spotkanie z rzeczywistością i często aresztowanie lub nawet śmierć. (w tym samym obozie w Borku Klimontowskim został zamordowany – mimo wydanego ośmioletniego wyroku ,,za wrogi stosunek do ZSRR’’ – Tadeusz Socha, szef Kedywu AK Obwodu Nisko-Stalowa Wola, uczestnik walk o Rudnik nad Sanem w ramach Planu ,,Burza’’).
Kalisiewicz
o tym nie wspomina ale można przypuszczać, że został zatrzymany za jakąś
nieścisłość w dokumentach (Kisielewicz w Tarnobrzegu zamienił się dokumentami z
Eugeniuszem Buszyńskim ,,Ali’’, który musiał wracać do Lublina – a można
przypuszczać, że miał mniej ,,pewne’’ papiery niż kenkarta Kalisiewicza) i
możliwą przynależność do Armii Krajowej (na przesłuchaniach w obozie
enkawudziści nie wierzyli mu że nie był w AK: ,,To jaki ty Polak, że nie był w AK! Kłamiesz! – krzyczeli i odsyłali
mnie do dołu’’[2]).
Nie
wiadomo czy Kisielewiczowi by pomogło gdyby miał przy sobie dokumenty, które
oddał Buszyńskiemu wśród, których musiało znajdować się, wydane przez RKU w
Lublinie, sześciomiesięczne odroczenie od wojska. Z jednej strony wojsko mogło
być bezpiecznym schronieniem (dla ukrycia swojej partyzanckiej przeszłości) z
drugiej natomiast, wojsko było cały czas kontrolowane pod kątem wyszukiwania
takich właśnie ludzi; wielu partyzantów z czasów niemieckiej okupacji trafiło
najpierw do ,,ludowego’’ Wojska Polskiego a później zostało wywiezionych do
Związku Radzieckiego). Posiadanie takiego dokumentu uratowało przed aresztowaniem
innego partyzanta ,,Zapory’’ Mariana Pawełczaka ,,Morwę’’ (o czym poniżej).
Bardzo często za początek działań
przeciwko komunistom przez ,,Zaporę’’ uważa się wydarzenia jakie miały miejsce
w nocy z 5 na 6 lutego 1945 roku w Chodlu. Partyzanci rozbili tam posterunek
MO. Była to akcja odwetowa za zabicie kilka dni wcześniej czterech żołnierzy
AK, wśród nich byłego podkomendnego ,,Zapory’’ Teofila Rejkiewicza ,,Piotra’’[3], przez komendanta
tamtejszego posterunku Abrama Taubera, który w czasie ataku na posterunek
przebywał poza nim i później go nie odnaleziono[4]. Partyzanci wzięli do
niewoli jedynego przebywającego tam milicjanta i wycofali się z Chodla. To
właśnie te wydarzenia i następująca po nich obława na oddział spowodowała, że
,,Zapora’’ już zwartą grupą przystąpił do akcji zaczepnych skierowanych
przeciwko nowej władzy. Oczywiście atak na posterunek miał swoje powody – gdyby
milicjanci nie zabili partyzantów – to przecież ,,Zapora’’ nie miałby póki co
żadnych powodów żeby ich atakować; zresztą oddział wziął do niewoli jedynego
milicjanta obecnego na posterunku celem rozpytania co do okoliczności mordu –
ale mimo wszystko należy to rozumieć jako akcję zaczepną. Właśnie dlatego atak
na posterunek MO uważa się za nowy etap w działalności – póki co – oddziału
partyzanckiego ,,Zapory’’. Wcześniej byli podkomendni ,,Zapory’’ walczyli
przeciwko władzy ludowej lecz ich akcje miały wyłącznie charakter samoobrony.
Taki charakter miało w dniu 2
września 1944 roku – czyli jeszcze na długo zanim ,,Zapora’’ ponownie
zorganizował oddział – starcie braci Pawełczaków ,,Jura’’ i ,,Głaza’’ z
milicjantami w Popkowicach[5]. Trzeci z braci
Pawełczyków Marian ps. ,,Morwa’’ również nie uniknął starcia z nową władzą.
Milicjanci z Urzędowa zabrali go z domu w Popkowicach do aresztu gdzie na
szczęście wyjaśniło się, że posiada (,,lewe’’) zaświadczenie z RKU po czym
został zwolniony[6].
Poszukiwany przez nowe władze był
również zastępca Dekutowskiego Stanisław Wnuk ,,Opal’’. 15 sierpnia 1944 roku
zgłosił się do RKU w Lublinie gdzie został ostrzeżony przez oficera spisującego
jego dane, że tacy ja on są obecnie wyłapywani i wysyłani na ,,białe
niedźwiedzie’’. Jednocześnie NKWD przeprowadziła tego samego dnia nalot na jego
dom w Borowie[7].
Samo zatrzymanie wspomnianego wyżej
Kisielewicza 11 listopada – jeżeli rzeczywiście został wtedy zatrzymany i
wcześniejsze 15 sierpnia Stanisława Wnuka a także mord na żołnierzach AK w
Chodlu nabierają symbolicznego znaczenia: oto wojskowi, walczący z Niemcami przez
większą część okupacji zamiast orderów są ścigani jako bandyci czasem dostając
kulę w plecy w dniu najważniejszych dla żołnierza świąt: odzyskania
niepodległości i święta Wojska Polskiego. To wszystko powodowało, że żołnierze
zagrożeni aresztowaniem musieli szukać schronienia w ,,lesie’’. Wcześniej
słyszeli wieści z daleka: o rozbrajaniu partyzantów z wileńskich oddziałów AK
czy o – bliższej im – epopei 27 Wileńskiej Dywizji AK ale to były tylko głosy
niesprawdzone, niepoparte relacjami świadków. Teraz mogli się przekonać na
własnej skórze, że ,,sojusznicy ich sojuszników’’ traktują ich jako wrogów[8].
Samorzutne powstawanie leśnych
oddziałów w odpowiedzi na zagrożenia ze strony nowej władzy miało jeszcze jeden
ważny czynnik: zapobiegało ,,bandyceniu’’ się partyzantów. Pozostawieni samymi
sobie żołnierze AK mając zamkniętą drogę do normalnej pracy czy wojska, nie
mając za co żyć stawali się z dnia na dzień bandytami napadającymi nawet na
ludzi wcześniej im pomagającym[9]. Z drugiej zaś strony
trzeba przyznać, że walka z bandytyzmem we własnych szeregach była w podziemiu
niepodległościowym normą a przestępstwa popełniane przez członków oddziałów
były surowej traktowane (włącznie z rozstrzeliwaniami) niż popełniane przez
cywili.
I
na koniec trzeba jeszcze napisać o sprawie chyba najważniejszej: konieczności
przeciwstawienia się złu jakie wokół nich się działo; byli partyzanci czasu
okupacji niemieckiej po prostu nie mogli przymknąć na to oczu, nie mogli zająć
neutralnego stanowiska wobec władz komunistycznych – byłoby to
sprzeniewierzeniem ideałów o które walczyli często od początku okupacji.
Znamiennym przykładem jest tu doświadczenia Aleksandra Głowackiego przyszłego
zastępcy ,,Zapory’’ w oddziale partyzanckim. Głowacki dostał się do niemieckiej
niewoli we wrześniu 1939 roku, w której spędził całą wojnę: udało mu się uciec
z niewoli w czasie ewakuacji obozu oficerskiego w Woldenburgu skąd wrócił do
rodzinnego Kazimierza Dolnego. Od
znajomych dowiedział się, że Sowieci przeprowadzają już czystki wśród byłych
akowców, sam zorientował się że jest obserwowany. Słyszał o aresztowaniach,
zsyłkach na Sybir, wcielaniu siłą do wojska: ,,Szybko zorientowałem się
w nastrojach panujących w mieście. Współgrały one z moimi odczuciami - gdy
krasnoarmieniec zabierał mi buty, a oficer w polskim mundurze domagał się
wyrzeczenia podstawowych wartości mojego dotychczasowego życia, złamania
przysięgi''[10]. Musiał
podjąć decyzję czy zniknąć, rozpłynąć się gdzieś w terenie co kłóciłoby się z
przysięgą złożoną jeszcze przed 1939 rokiem i z jego podejściem do życia, czy
też podjąć walkę. Zdecydował się na wstąpienie do oddziału ,,Zapory''.
W
Kalendarium akcji zbrojnych przeprowadzonych przez oddziały Hieronima
Dekutowskiego ,,Zapory’’ Tadeusz Zych oprócz dwóch starć ,,Głaza’’ i innych
partyzantów z milicjantami w Popkowicach oraz obławie na dom ,,Opala’’ w
Borowie, jeszcze przed rozbiciem posterunku MO w Chodlu wymienia pod datą 1
lutego 1945 roku zlikwidowanie przez reaktywowany patrol ,,Grzechotnika’’[11] cztery osoby wspierających
reżim komunistyczny[12]. Zlikwidowano wówczas Janusza
Gruchalskiego milicjanta i członka PPR odpowiedzialnego za prześladowanie żołnierzy
AK przez nową władzę[13]. To właśnie akcje likwidacyjne miały stać się jednym z
ważniejszych aspektów działalności partyzantki antykomunistycznej: likwidowanie
nadgorliwych funkcjonariuszy resortu miało hamować ich aktywną działalność w
zwalczaniu partyzantki (aspekt odstraszający), bronić ludność cywilną przed ich
samowolą czy karać za ich postępowanie. Jasną rzeczą jest, że takie działania
powodowały odwet ze strony władzy[14] i takie akcje musiały
mieć swoje uzasadnienie[15].
W
takich właśnie okolicznościach Hieronim Dekutowski zorganizował na nowo oddział
partyzancki. Składał się on początkowo z dwunastu ludzi. Oprócz ,,Zapory’’
tworzyli go: Aleksander Sochalski ,,Duch’’, Jerzy Pawełczak ,,Jur’’, Gabriel
Gajewski ,,Oset’’, Benedykt Surdacki ,,Cygan’’, Marian Klocek ,,George’’, Jerzy
Seroka ,,Terry’’, Edward Szebesta ,,Czarny’’, Marian Suszek ,,Cichy’’,
Stanisław Gabriołek ,,Grot’’, Stefan Kisielewicz ,,Stefan’’ i Stanisław Rusek ,,Tęcza’’[16].
Bibliografia:
1. Klukowski,
Zamojszczyzna 1918-1959, Warszawa 2023.
2. Kurek
E., Zaporczycy. Relacje, t. I – V, Lublin 2010.
3. Sulej
M., Marian Bernaciak ,,Orlik’’. Biografia, Warszawa 2015
4. Surdej
M., Rozbicie więzienia PUBP w Tarnobrzegu – 2 listopada 1944 roku.
5. Surdej,
,,Trzy Konspiracje’’. Historia Aleksandra Rusina ps. ,,Rusal’’, Rzeszów –
Warszawa, 2020.
6. Śmietanka-Kruszelnicki
R., Podziemie poakowskie na Kielecczyźnie w latach 1945-1948, Kraków 2002
7. Wnuk
R., Lubelski Okręg AK, DSZ i WiN 1944-1947, Warszawa 2000,
8. Zych
T., Przyjdzie zwycięstwo… Major Hieronim Dekutowski ,,Zapora’’ (1918-1949),
Tarnobrzeg 2025.
Artykuły:
1. Cieślicki
K., Urzędów w walce z władzą rosyjską, zwaną ludową ,,Głos Ziemi Urzędowskiej’’
Nr z 2016 roku
2. Wośka
D. Wspomnienia – w szkole podoficerskiej ,,Głos Ziemi Urzędowskiej’’ Nr z 2016
roku
3.
Wośka D.,
Wspomnienia ,,Głos Ziemi Urzędowskiej’’ Nr z 2019 roku.
[1] Kurek E., Zaporczycy, Relacje, t.
IV, Lublin 2011., s. 50. Właściwie nie wiadomo jak zatrzymanym udało się
opuścić więzienie. Sam Kalisiewicz wspomina, że ktoś dał znać, że drzwi
więzienia są otwarte. ,,Nie wiem do dziś,
czy ktoś zapomniał je zamknąć, czy zrobione to zostało specjalnie’’.
Więzienie PUBP w Tarnobrzegu faktycznie zostało rozbite przez Kazimierza
Bogacza ,,Bławata’’ i jego współpracowników tyle, że to miało miejsce 2
listopada 1944 roku czyli jeszcze zanim Stefan Kalisiewicz został aresztowany a
– z racji dat o jakich wspomina Kalisiewicz: 11 listopad i 31 grudnia/1
stycznia – niemożliwe by on się aż tak mylił w datowaniu swojego
aresztowania/zwolnienia, M. Surdej, Rozbicie więzienia PUBP w Tarnobrzegu – 2
listopada 1944 roku.
[2] Kurek E., Zaporczycy… s. 50.
[3] Pozostali zamordowani to:
komendant placówki AK w Chodlu Edmund Pogoda ,,Rubit’’, jego brat Bolesław i
zastępca komendanta Stanisław Wójcik, w: Tamże, Tom IV, s. 23.
[4] Po tych wydarzeniach Tauber
przeniósł się do Szczecina a po 1968 roku wyemigrował do Izraela. Nigdy nie
został osądzony.
[5] T. Zych, Przyjdzie zwycięstwo…
Major Hieronim Dekutowski ,,Zapora’’ (1918-1949), Tarnobrzeg 2025. 333. Nie
było to jedyne starcie ,,Jura’’ z milicją. 19 XII Jerzy Pawełczak wraz z innymi
partyzantami ,,Głazem’’, ,,Cyganem’’ i jeszcze jednym partyzantem zostali
zaatakowani w Popkowicach przez kilku milicjantów zabijając dwóch z nich a
dwóch raniąc w: R. Wnuk, Lubelski Okręg AK, DSZ i WiN 1944-1947, Warszawa 2000,
s. 276.
[6] E. Kurek, Zaporczycy…, t. V, s.
114.
[7] Tamże, t. I, s.122-123.
[8] Prześladowania żołnierzy AK przez
nowych okupantów nie były działaniami całkowicie pozbawionymi sensu; Ryszard
Śmietanka-Kruszelnicki w monografii podziemiu poakowskiego na Kielecczyźnie
stwierdza, że nasilenie terroru wobec społeczeństwa miało charakter celowy;
oprócz zastraszenia ludności i zminimalizowania groźby wystąpień
niezadowolonych łatwiej było zwalczać oddziały leśne niż głęboko zakonspirowaną
organizację, R. Śmietanka-Kruszelnicki, Podziemie poakowskie na Kielecczyźnie w
latach 1945-1948, Kraków 2002, s. 78. To jak się czuli partyzanci po
,,wyzwoleniu’’ wobec takiego właśnie zachowania sprzymierzeńców względem nich
doskonale oddają słowa Mariana Bernaciaka ,,Orlika’’ z prasy konspiracyjnej: ,,W pracy konspiracyjnej brałem udział od
początku okupacji niemieckiej (…) zgodnie
z dyrektywami władz zwierzchnich Armii Krajowej i zgodnie z nakazem sumienia
narodowego współpracowałem bojowo z armią czerwoną przy jej wkraczaniu na
tutejsze tereny, wierząc, że armia ta niesie nam wolność i niepodległość, i nie
– jak się okazało – nową okupację (…)
Zaraz w pierwszych dniach przyszło rozczarowanie. System policyjny nowego
okupanta zagrodził mnie i wielu innym drogę. Już w pierwszych dniach został
zamordowany w sposób skrytobójczy jeden z moich współpracowników <Szary>
- Antoszczak, nauczyciel z osady Ryki. Zmasakrowane zwłoki jego mordercy –
Eksztajn i Dąbrowski, funkcjonariusze milicji obywatelskiej z Ryk, ukryli w
lesie, grzebiąc je w rowie przydrożnym. Zginęło wielu żołnierzy Armii Krajowej.
Reszta, którzy uniknęli tego losu, znaleźli schronienie w lesie. Wśród nich i
ja’’ w: M. Sulej, Marian Bernaciak ,,Orlik’’. Biografia, Warszawa 2015, s.
24-25.
[9] Szereg przykładów w sowich
dziennikach zanotował lekarz ze Szczebrzeszyna Zygmunt Klukowski: ,,Wczoraj o godzinie jedenastej wieczorem
czterech zamaskowanych i uzbrojonych ludzi weszło do mieszkania lekarza
weterynarii Cebuli. Po sterroryzowaniu obecnych, ostrzygli włosy pani
Cebulowej, pobili ją przy tym i zabrali z rąk pierścionki. Byliśmy mocno
zdziwieni, dowiedziawszy się o tym, ponieważ nie mogliśmy się dopatrzeć
dostatecznej przyczyny, dla której miałaby ją spotkać tego rodzaju kara.
Dochodzenie przeprowadzone przez władze obwodowe wykazało, że chociaż sprawcami
byli swoimi ludzie, to jednak zrobili to na własną rękę, w celach rabunkowych’’,
,,Zabity został niejaki
<Spadochron> – żołnierz z oddziału <Groma>. Był to bardzo odważny i
dzielny w każdej akcji żołnierz, lecz równocześnie niepoprawny bandyta (…) Miał
za sobą wiele napadów bandyckich, za które zasłużył na wyrok śmierci’’ Z.
Klukowski, Zamojszczyzna 1918-1959, Warszawa 2023, s. 470-471 i 486. Sam Klukowski padł ofiarą takiego
napadu: 21 XI 1944 roku został pobity i obrabowany przez byłych żołnierzy Tadeusza
Kuncewicza ,,Podkowy’’ którzy – co było nieprawdą – oskarżyli go o złe
traktowanie żołnierzy przebywających w szpitalu w 1939 roku: ,,Zbity i skopany zacząłem zbierać myśli
(…) Bolało mnie co innego, mianowicie
fakt kopania mnie i bicia z zarzutami najzupełniej bezpodstawnymi. Bo przecież
w 1939 roku dałem całego siebie przy organizowaniu opieki i leczeniu rannych
żołnierzy, a obecnie – jeszcze do dziś, od chwili rozbrojenia, czyli od 30
lipca, trzymam u siebie kilku zupełnie zdrowych żołnierzy wołyniaków z kompanii
,,Białego’’, którzy nie chcą nigdzie pracować, łażą po mieście, pijani robią
awantury. Ale teraz powszechnie utarło się, że przy napadach bandyci wysuwają
jakieś pobudki patriotyczne dla usprawiedliwienia rabunku. Mieliśmy przy tym
przed oczyma smutny obraz strasznej demoralizacji w szeregach byłych żołnierzy
dywersji. Nigdy nie przypuszczałem, że którykolwiek z żołnierzy OP 9 będzie
mógł dokonać napadu bandyckiego na mnie, gdyż zanadto byłem znany i za bardzo
współżyłem z ludźmi <z lasu>. Tak się jednak ułożyły warunki Do
berlingowskiego wojska chłopcom naszym iść nie pozwolono, nie zaopiekowano się
nimi tak, jak należało, puszczono samopas, żołd wypłacono w wysokości
niewystarczającej, by się utrzymać, zwłaszcza dla tych, którzy lubią i wypić, i
zabawić się. Przy słabszych więc postawach moralnych, odzwyczajeni od zwykłej
pracy, zaprawieni w różnych gwałtach, niektórzy łatwo zaczęli pozbywać się
skrupułów i stali się faktycznie bandytami. Dlatego podobne napady rabunkowe,
dokonywane przez byłych żołnierzy dywersji, w ostatnich czasach są zjawiskiem
niemal codziennym. I, niestety, będą zapewne jeszcze częstsze’’ w: Tamże,
s. 495. Napadu na Klukowskiego dokonali z inicjatywy Tadeusza Ogińskiego
,,Sępa’’ jego żołnierze Niedźwiedzki Tadeusz ,,Sten’’ i Ryzner Stanisław ,,Piorun’’.
[10] E. Kurek, Zaporczycy…, t. I, s.
213
[11] Mieczysław Cieszkowski
,,Grzechotnik’’ zginał w ataku na placówkę niemiecką w Kluczkowicach 14 lipca
1944 roku, T. Zych, Przyjdzie zwycięstwo…, s. 105.
[12] Tamże, s. 334.
[13] Rodzina Gruchalskich: Jan,
Aleksander i Piotr to przedwojenni komuniści. Założyli w Urzędowie komórkę KPP.
Piotr Gruchalski wraz z jednym z urzędowskich Żydów w 1939 roku witał
wkraczających do Urzędowa czerwonoarmistów a po przejęciu miasta na mocy umowy
radziecko-niemieckiej z 27 IX 1939 roku uciekł do ZSRR ale jeszcze w czasie
okupacji niemieckiej powrócił do miasta. Po ,,wyzwoleniu’’ brał udział w
wyłapywaniu przez UB byłych członków AK: wydał m.in., Hipolita Cieszkowskiego
,,Odyńca’’ dowódcę placówki AK w Urzędowie (Cieszkowski po wywiezieniu do ZSRR
zmarł w 1945 roku). 6 X 1944 roku Urzędów NKWD wraz z oddziałem AL. Bolesława
Kowalskiego ,,Cienia’’ przeprowadziło masowe aresztowania w mieście zatrzymując
około 600 osób. Część osób legitymujących się fałszywymi dokumentami wydał
enkawudzistom Gruchalski podając ich prawdziwe nazwiska. Po przesłuchaniach
przez obóz w Budzyniu i więzienie w Kraśniku część zatrzymanych wywieziono do
ZSRR, część zwolniono, w: Wośka D. Wspomnienia – w szkole podoficerskiej ,,Głos
Ziemi Urzędowskiej’’ z 2016 roku i Cieślicki K., Urzędów w walce z władzą
rosyjską, zwaną ludową ,, Głos Ziemi Urzędowskiej’’ 2016 roku. Patrol ,,Grzechotnika’’ miał
również wtedy zlikwidować Antoniego Madejka, sołtysa Urzędowa, Martę Kotowską i
Aleksego Pasternaka – chociaż prawdopodobne, że zginął on w 1944 roku w walce z
Niemcami, w: Wośka D., Wspomnienia ,,Głos Ziemi Urzędowskiej’’ Nr z 2019 roku.
[14] Jeszcze za okupacji niemieckiej po
pierwszej akcji na niemieckich kolonistów we wsi Źrebce ,,Zapora’’ musiał
spotkać się z podobnym dylematem: Akcja przeprowadzona w dniu 4 XII 1943 roku w
której wyniku zginęło 5 niemieckich kolonistów spowodowała odwet: Niemcy 10 XII
do Źrebiec przywieźli 20 Polaków z zamojskiego więzienia, których większość
rozstrzelano w obecności mieszkańców wsi (część z nich zabrano i rozstrzelano w
pobliskiej Topólczy). Niemniej jednak akcje partyzantów wymierzone w osadników
niemieckich na Zamojszczyźnie
doprowadziły do przerwania akcji wysiedleńczej, Z. Klukowski,
Zamojszczyzna 1918-1959, Warszawa 2023, s. 393.
[15] Aleksander Rusin ,,Rusal’’
przytacza sytuację gdy partyzantów ,,Zapory’’ wprowadził w błąd tak że nie
wykonali oni wyroku na funkcjonariuszu UB Alojzym Popielu tłumacząc to we
wspomnieniach ochroną ludności przed represjami ze strony resortu. Tak
podsumował to biograf ,,Rusala’’ M. Surdej: ,,Postawa
Rusina nie wynikała z pobudek osobistych, lecz raczej z niechęci do wykonywania
wyroków śmierci – które zostaną później przypisane jemu – na ,,jego’’ terenie.
Miał on bowiem świadomość, że <Zaporczycy> odejdą, a on będzie musiał
zostać i mierzyć się z konsekwencjami’’ w: M. Surdej, ,,Trzy Konspiracje’’.
Historia Aleksandra Rusina ps. ,,Rusal’’, Rzeszów – Warszawa, 2020, s. 141.
[16] T. Zych, Przyjdzie zwycięstwo… s.
155.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz